wtorek, 2 czerwca 2020

Uczulenie na ‘pouczające objaśnianie świata’


Lektura książki „Mężczyźni objaśniają mi świat” wiele mi pokazała. Zdałam sobie sprawę jak często i na jaką skalę spotykałam się z zachowaniami mężczyzn, które można streścić stwierdzeniem „jestem mężczyzną więc wiem lepiej o wszystkim”. Czasem widziałam to i bardzo mnie to irytowało. Być może dlatego, że od dziecka słyszałam o tym, żeby nie ulegać takiemu myśleniu. Choć, jak zobaczyłam, czasem takie gadanie bywa ukryte i wtedy nie zawsze je zauważałam.

Teraz dostrzegam je dużo łatwiej i szybciej. I dużo adekwatniej reaguję. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Urzekło mnie też, że autorka nie tworzyła sztucznych podziałów i uogólnień w stylu „wszyscy mężczyźni tak robią”. I podkreślała, że często spotyka takich, którzy dalecy są od postawy wujaszka powtarzającego „co ty dziecko wiesz o życiu?” Tym jeszcze bardziej do mnie trafiła.

To, co ze mnie wylało się, gdy pisałam ten tekst, było kontynuacją mówienia o mansplainingu. Tym, co we mnie zarezonowało, przetrawiło się i dźwięczyło mi w głowie dalej. Mam trochę obaw wrzucając ten tekst, bo wiem, że może oburzyć. Trudno. Może taki coming out też jest ważny.

Mam uczulenie na womansplaining.

Mam uczulenie na objaśnianie mi świata przez kobiety, które wchodzą w rolę takich wujaszków powtarzających, że nic nie wiem o życiu i one mi wytłumaczą. Na rady i złote recepty w stylu „mnie pomogło, więc i tobie pomoże” bez zważania na to, że zarówno sytuacja jak i sposób doświadczenia są inne. Na zalewanie mnie pouczeniami, które w gruncie rzeczy są ucieczką od własnych emocji i problemów.

Raz nawet takie uczulenie objawiło mi się alergicznym katarem. Po dwóch dniach, gdy męczyłam się z cieknącą wodą z nosa, wróciłam do momentu, gdy katar się zaczął. A zaczął się właśnie wtedy, gdy w ważnej rozmowie spotkałam się z barierą. Z barierą złożoną z porad, pouczeń i objaśnień świata, które miały według tej osoby mi pomóc. A jedyne, co stworzyły, to mur między nami. Gdy uświadomiłam sobie ten moment, przyjęłam towarzyszące mu myśli i emocje… katar minął. Nie sądziłam, że takie coś jest możliwe, ale jak widać – tym razem było.

Bo to uczulenie jest jedno i nie jest reakcją na płeć.

Tylko na pouczające objaśnianie świata.


4 komentarze:

  1. Powiem szczerze, że z terminem mansplaining spotkałam się po raz pierwszy! Dzięki za kolejny ciekawy wpis. Myślę, że nie ma znaczenia płeć, tylko właśnie podejście do drugiego człowieka.

    Miałam na studiach koleżankę, która w taki sposób traktowała innych. Po pierwszych zajęciach z psychologi, gdy mieliśmy ustalić w kilka osób jak skserować książkę dla całej grupy, przyszła B. i głośno ogłosiła "Wy to wszysto robicie nie tak!" i wyjaśniła nam, jaka jest jej wizja. Od tamtej pory wolałam się od niej trzymać z daleka.

    Przy okazji, sama przyznaję, że zdarza mi się taki "patronising attitude" w stosunku do innych. Ale jak to śpiewał Kaczmarski: "(...) chroń mnie, Panie, od pogardy
    Przed nienawiścią strzeż mnie, Boże"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "patronising attitude' to ekstra określenie! myślę tylko, jak byłoby to po polsku... masz możesz pomysł?

      też mi się to niestety zdarza, na szczęście coraz rzadziej ;)

      a książkę "Mężczyźni objaśniają mi świat" bardzo polecam!

      Usuń
    2. Po polsku patronising to protekcjonalny, ale wydaje mi się, że angielskie słówko ma w sobie coś więcej niż polskie ;)

      Dzięki! BTW polecam Szustakowy Bookszpan - fajne książkowe inspiracje.

      Usuń
    3. też mam poczucie, że w angielskim słówku jest więcej czegoś... no właśnie tego czegoś ;)

      dzięki za polecenie :)

      Usuń

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...