Jeden
krok,
drugi,
trzeci.
Wchodzę
w życie drugiego. Martwię się jego zmartwieniami, cieszą mnie
jego radości. Myślę o sobie – chodząca troska. Przejmuję się
- przecież to normalne. Wzdycham nad jej wyborami, łapię się za
głowę, gdy słyszę o jego wyborach.
Idę
dalej.
Gdy
otwieram oczy – w wyobraźni są jej oczy. Smutne, bo pokłóciła
się z mężem. Więc dzwonię do niej. Dziwi się, bo przecież nie
widziałyśmy się tyle lat. Ale i tak wypłakuje w słuchawkę.
Wiem, co powiedzieć, żeby czuła się dobrze. Przecież się
troszczę.
Zaglądam
za zasłonkę.
Dostrzegam
zamaskowany konflikt między przyjaciółmi. Drążę, dopytuję,
zaciekawiam się. Nie rozumiem, czemu odwracają wzrok, gdy widzą
mnie następnego dnia.
Czytam
dalej. Twarze, gesty, ubiór.
Wiem
więcej o nich, niż oni wiedzą o sobie.
Mimo
że rzadko ich widuję. Widocznie do takiej wiedzy nie potrzebne są
spotkania.
Co
mną kieruje? No troska, a co innego?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz