Wiele
osób nie lubi poczucia winy.
Bo
jest nieprzyjemne.
Bo
pokazuje, że coś zrobiliśmy „nie tak”.
Bo
popełniliśmy błąd.
Bo
skrzywdziliśmy kogoś.
To
uczucie jest wielkim skarbem.
Pomaga
nam uniknąć wielu błędów i nie popełniać ponownie tych
popełnionych.
Tymczasem
niektórzy zamiast reagować na błędy – reagują na ich efekt
uboczny, czyli poczucie winy.
Zamiast
gasić pożar – wyłączają alarm przeciwpożarowy.
Blokują
poczucie winy.
Blokują
własną reakcję na myśl o popełnieniu błędu.
Potem
blokują myśl o popełnieniu błędu.
No
a skoro nie mogą tak myśleć, to żyją, jakby błędów nigdy nie
popełniali.
A
jeśli błędów nie popełniam, to nie muszę się zmieniać.
Nie
muszę się uczyć.
Nie
muszę nic poprawić.
Niczego
nie poprawiam.
Może
przez chwilę przychodzi ukojenie, poczucie komfortu, myśl „nic
nie muszę”.
Ale
po jakimś czasie pojawia się poczucie, że nie mogę nic poprawić,
nie mogę nic zmienić.
Ja
się nie zmieniam, a świat się zmienia, nic na to nie mogę
poradzić.
Stoję
w miejscu, inni biegną, czuję bezradność.
Za
odciętym poczuciem winy odcięte zostało poczucie wpływu.

Mądra refleksja! Nie przyszło mi nigdy do głowy, że zagłuszając poczucie winy, pozbawiam się poczucia wpływu. Jak teraz o tym myślę, ma to sens.
OdpowiedzUsuńmnie ostatnio olśniła ta myśl i od razu ją spisałam, żeby się nią podzielić ;)
Usuń