Czasem
czuję, że nie mogę zrobić czegoś, co w innych momentach
przychodzi mi z łatwością.
Bywa,
że jest to pisanie lub praca.
Bywa,
że jest to odkurzanie lub mycie naczyń.
Bywa,
że jest to wizyta urzędowa lub rozmowa z przełożonym.
Takie
momenty są. Pewnie nie znikną. Widzę natomiast, że inaczej je
przeżywam gdy próbuję je na siłę pokonać a inaczej gdy się w
nie wsłucham. W pierwszym przypadku traktuję blokady jak wroga, w
drugim – jak sprzymierzeńca.
Traktowane
jak sprzymierzeniec, blokady są bardzo pomocne. Pomagają mi
usłyszeć, jaką potrzebę mam niezaopiekowaną – dają więc
wskazówkę, co warto zrobić. Wielokrotnie opowiadają mi moją
historię, wydawałoby się, że wymazaną, a jednak żywą. Nie są
to przyjemne momenty, bo przypominają zauważenie i czucie
zaropiałej rany. Jednak są one ważne – bo gdy o te rany zadbam –
mogę żyć w inny sposób.
Uczę
się dziękować w takich momentach moim blokadom, oporom, niemocom.
I
widzieć w nich wartość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz