Myślę,
że nie każdy może wszystko.
Sądzę,
że samą pracą nie spełni się marzeń.
Wierzę
w talent.
Gdy
byłam mała, wielokrotnie słyszałam, że sukces to 5% talentu i
95% pracy. Wierzyłam w to.
Życie
uczyło mnie, że nadmiar pracy może zgasić pragnienia i pasje. Że
nacisk na ciężką pracę może sprawić, że utknę w czymś, od
czego lepiej byłoby odejść i zgubię coś cennego. Że
doskonalenie i szlifowanie wewnętrznych diamentów jest ważne, ale
bez tego diamentu nic się nie zadzieje poza narastającą
frustracją.
Uczyłam
się kiedyś budować stosy ogniskowe, widziałam też takie, których
sama nie byłabym w stanie ułożyć. Jednak żaden z nich nie miałby
szansy dać ciepła ogniska, gdyby nie pojawiła się iskra od
jednej, drugiej, czy dziesiątej zapałki.
Talent
jest według mnie taką iskrą. Bez niej nie ma ognia, choćbyśmy
próbowali na niego zapracować. Samą pracą zapewnimy sobie co
prawda ogień złości, ale chyba nie o niego w tej sytuacji chodzi.
Tylko
o iskrę talentu, o którą warto zadbać.
A
Wy co sądzicie?

Zgadzam się. Podoba mi się porównanie talentu do iskry. Praca ma znaczenie, ale wierzę w naturalne predyspozycje. Widziałam to w czasie pracy w szkole. Niektórzy mieli po prostu "dryg" ;) Ale każdy ma przecież jakiś talent. Uczylam kiedyś dziewczynkę, która w szkole radziła sobie przecietnie, za to jej obserwacje na temat rówieśników daleko wykraczały poza obserwacje 12-latki. Także pod względem "czytania" ludzi i ich motywacji była naprawdę utalentowana.
OdpowiedzUsuńpiękny talent w niej dostrzegłaś :)
Usuń