Są
rozmowy, w których czuję się bardzo zagubiona. W których próbuję
się dogadać i widzę, że mówimy innym językiem. Choć zobaczenie
tego, już dużo zmienia.
Ale
nawet wtedy trwa zagubienie. Próba dojścia do tego, co chcemy sobie
przekazać nie przynosi skutku. Więcej wtedy mówienia niż słów.
Taka dziwna sałatka – trochę sałaty, trochę pomidorów, trochę
buraków. Niby jesz, a jednak nie bardzo wiesz, co jesz.
Odkrywam
w sobie duży szacunek do słowa. Do tego, że rzeczywiście
milczenie jest złotem. Na przykład wtedy, gdy dbam o to, by wyrazić
faktycznie to, co chcę. Gdy nie robię metaforycznych piruetów,
żeby przykryć żartem i relatywizmem wywyższanie się nad innych.
Kiedy mniej słów pomaga wyrazić sedno.
I
tak sobie jestem z tym rozmiłowaniem do słowa. Z pragnieniem, żeby
mówić i usłyszeć.
Docenić
wartość słowa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz