wtorek, 18 czerwca 2019

O zmianach i cierpliwości opowiada... roślina doniczkowa

Czasem słyszę, że podobno lepiej rosnę, jak się do mnie mówi. Już przestałam nawet poruszać wtedy liśćmi, tego typu drgania powietrza po prostu przez nie przeciekają. Przecież słyszę tak, czy siak. A to, że komuś wydaje się, że mówi do mnie, to niczego u mnie nie zmienia. Rosnę. Trochę potrzeba mi wody, trochę światła, od czasu do czasu czuję się lepiej, jak zmienią mi ziemię i doniczkę, bo przestaje mi być ciasno. Ale poza tym? Chyba tylko cierpliwość mi pozostaje.
Jej chyba brakuje ludziom, ktorzy wokół mnie rozmawiają. Co chwilę mówią o nowym pomyśle na radykalną zmianę w życiu. Po trzech dniach, a czasem trzech minutach wspominają o nowym. Spinają się, a potem śpią całymi dniami. Skąd wiem? Przecież na powietrzu się znam całkiem nieźle – potrafię rozpoznać jego skład. Jak chcieli ze mną rozmawiać, to też był jakiś zryw. Opowiedzieli mi, jaka to niby jestem piękna. Przez dwa dni. Potem przerzucili się na mówienie do kanapek, bo usłyszeli, że wtedy się lepiej trawią. Nie lubię tych ich zrywów. Ale może dlatego, że dla mnie zryw oznaczałby koniec – kilka dni w wazonie i tyle. Wolę chyba cierpliwość w doniczce.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”

  Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...