Wzięłam
głęboki oddech, wypuściłam głośno powietrze. I już wiedziałam,
że tego mi brakowało. Oddechu w miejscu, gdzie moje oczy
odpoczywają w zieleni, a uszy przy śpiewie ptaków. Gdzie mogę
zdjąć sandały i bosymi stopami spacerować po miękkiej trawie.
Czuć przy tym delikatne łaskotanie przechodzące niemal w rozkosz.
Jakieś takie zanurzenie w świat, który jest mój, ale o nim
zapomniałam. Przysłonił go beton miasta, hałasy ulicy,
szaroburość budynków. Mogę tu odejść od tamtego i poczuć,
usłyszeć, zobaczyć. Pozłościć się na komary, które mnie
właśnie otaczają, przestraszyć osy, która zbliża się w moją
stronę, przez chwilę zasmucić tym, że jutro wyjadę do miejsca,
gdzie czasem chcę wypluć powietrze. Ale to przez chwilę. Potem
pozwalam sobie na rozkoszowanie się tym oddechem, który mam tu i
teraz. I jeszcze przez cały jeden dzień.
wtorek, 4 czerwca 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Monolog z książką - „Żyrafa i szakal w nas”
Opowieść o walczących w nas wilkach jest wielu znana. Niewiele jednak osób zna jej wersję, w której wskazuje się na to, że dobrze nak...
-
Zapukało do mnie, a ja chyba nie zauważyłam, kiedy otworzyłam drzwi. Stało się to jakoś mimochodem, może w jakimś odruchu życzliwości. Wesz...
-
Wielu to czuje. Nieliczni zauważają, że może niepokoić. Niewielu nazywa. A jednak licznych dotyka. Lęk przed… nieznanym...
-
Wiele słyszę o sobie. Zdaje się, że stałam się modna. Nazywają mnie „tu i teraz” choć bardziej lubię imię Teraźniejszość. Fajnie, ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz