Czytając – czułam.
Czułam to, czego dotyczyła rozmowa, dotykałam we mnie tego, co
jest bez czucia i tego – co czuję zbyt mocno. Widziałam siebie,
widziałam spotykanych przez lata ludzi, widziałam przeszłe i
obecne relacje.
Niewiele jest książek, do
których wracam. Ale do tej wrócę pewnie nie raz. Wrócę wtedy,
gdy zauważę, że moja wdzięczność, jest przelukrowana. Wrócę,
gdy złość będzie więcej spalać we mnie i w otoczeniu, niż
dawać życia. Wrócę, żeby przypomnieć sobie różne rodzaje
euforii, receptę na wyjście z tańca krzywdo-winy, relację pokory
i zaciekawienia.
I wartość nudy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz